Rozdział 11

Kasel Remnak siedział naprzeciw dowódcy Bawołów i czekał. Nie ruszał się, nie robił żadnych min, nie oddychał zbyt głośno, nie mrugał nawet. Patrząc, jak czoło żołnierza przecina pionowa zmarszczka, miał wrażenie, jakby czaił się z włócznią w zasadzce na wyjątkowo nieufną, dziką i groźną bestię.

To były łowy na czyjś umysł i duszę, a Kosse Oluwer stanowił niezwykle trudny cel – nie wyciągał szybkich i pochopnych wniosków, nie dawał się przestraszyć i bardzo nie lubił, jak mu się coś sugerowało wprost. Lecz błąd popełniłby każdy, kto nazwałby go głupcem – głupcy nie zostają af’gemidami. Jednak praca nad nim szła wyjątkowo opornie, gdyż ogień bezrefleksyjnej, fanatycznej wiary, który wybuchł w duszy dowódcy Bawołów, płonął tak mocno, że wszystko, co robiła Wybrana, było dla niego wolą samego Agara. Mógł się z Deaną kłócić i dyskutować na naradach wojennych, zwłaszcza w kwestiach militarnych, ale poza tym bez chwili wahania rozerwałby na strzępy każdego, kto choćby krzywo na nią spojrzał.

Kapłan nie naciskał więc, lecz na każdym spotkaniu „spowiadał” mu się, jak brat w wierze bratu, ze swoich obaw, prosząc o radę, czasem błagając ze łzami w oczach o użyczenie siły. Nie krytykował Wybranej, tylko wyrażał troskę o jej stan, gdyż zarówno Evikiat, jak i Varala zamienili ją w marionetkę, a sami rządzili z cienia. Nie oceniał, martwił się po prostu o jej moralność, która w towarzystwie, było nie było, zwykłej kurtyzany musiała ulegać nieustannej degradacji. I przede wszystkim cały czas drżał o zdrowie dziecka. Dziecka, pobłogosławionego przez samego Agara, będącego przyszłością Białego Konoweryn i Świątyni Ognia.

A Kosse Oluwer wysłuchiwał go uważnie, udzielał rad, podnosił na duchu. I coraz rzadziej oponował, gdy Remnak nazywał Evikiata pijawką, a Varalę dziwką.

Spotkali się już pięciokrotnie i za każdym razem Remnak musiał bardzo ostrożnie pracować nad nadaniem myślom Bawoła właściwego kierunku. Ten zaś był prosty – Deana d’Kllean bez wątpienia jest Wybranką Pana Ognia, ale w tej chwili to przede wszystkim młoda kobieta w błogosławionym stanie. Ciąża zakłóca zaś u kobiet zdolność logicznego myślenia, sprawia, że stają się kapryśne i nieprzewidywalne, ulegają zachciankom i łatwo wpadają w histerię. W żadnym innym okresie życia kobieta nie potrzebuje takiej opieki jak w czasie ciąży. Na kogo więc w przypadku niezamężnej niewiasty spada ten obowiązek? I to noszącej w łonie tak cenny owoc?

Na to pytanie nie podsuwał mu, rzecz jasna, odpowiedzi. Oluwer musiał sam dojść do wniosku, że najlepszą rzeczą, jaką mogą zrobić, jest odizolowanie Wybranej od ludzi, którzy ją wykorzystywali, i zadbanie, by w ciszy i spokoju mogła donosić ciążę oraz urodzić zdrowego następcę tronu. I… najlepiej przystąpić do działania, zanim rozstrzygnie się sprawa z Krwawnicą, bo ta dziewczyna ponoć znów była gotowa pomaszerować na czele armii.

Jednak oczekiwanie, aż ten wół dojdzie do właściwych wniosków, ciągnęło się w nieskończoność, a tymczasem deprawacja rozchodząca się z pałacu zataczała coraz szersze kręgi. Ostatnio doszły go wieści, że niektóre niewiasty paradują po mieście z bronią. Co prawda były to najczęściej sztylety lub ciężkie noże, ale kobiety nosiły je na wierzchu i z wyraźną dumą. Liczba wniosków o separację w małżeństwie – prawo świątynne dopuszczało taką możliwość – wzrosła w ciągu miesiąca trzykrotnie. Większość składały żony niezadowolone z mężów.

Czuł rosnącą desperację i zupełnie nie wiedział, co zrobić.

Ale teraz wreszcie dostał w ręce prawdziwy skarb. Spisane pod przysięgą relacje ze spotkania między Wybraną, Varalą a dziewczynami z czaardanu. Nie uwzględniał do tej pory w swoich planach tej trójki, były tylko nieproszonymi gośćmi i miały wrócić do Imperium, gdy tylko pierwsze statki pożeglują na północ, ale i tak umieścił w otoczeniu każdej z nich zaufaną służącą. Kobiety szczere w swojej wierze i podobnie jak on zaniepokojone tym, co dzieje się wokół Deany d’Kllean.

Ich zeznania okazały się prawdziwym skarbem.

Kasel Remnak pochylił się lekko, wsparł łokcie na blacie biurka, złożył dłonie w piramidkę i poświęcił chwilę na studiowanie twarzy siedzącego naprzeciw af’gemida Bawołów. Kosse Oluwer czytał trzeci już z kolei dokument, dwa pierwsze leżały rzucone niedbale na blat. Potężny żołnierz wyglądał na tak wściekłego, że kapłan zaczynał czuć lekki niepokój.

— Naprawdę to powiedziała? — syknął Bawół, mnąc kartkę.

— Tylko prawda, bracie. — Na każdym spotkaniu posługiwali się geijv, Kasel sam na to nalegał, po pierwsze dlatego że zagrożenie, iż ktoś ich podsłucha, było minimalne, po drugie, ponieważ Oluwer mimowolnie traktował Mowę Ognia jak język, w którym nikt nie ośmieli się kłamać. — Tak zeznały wszystkie trzy służki. Varala z Omeru zasugerowała przy Wybranej, że w mężczyźnie liczy się tylko wielkość jego przyrodzenia. Nie bycie opiekunem i żywicielem rodziny, jej głową i rozumem. Tylko…

— Kutasem?

— Właśnie tak. Oraz powiedziała wprost, że ciąża, ten błogosławiony przez samego Agara stan, to strata czasu.

Kasel postarał się, by w jego głosie nie było nic poza szczerym zatroskaniem i bólem. Lata, gdy ćwiczył sztuki oratorskie, by wygłaszać płomienne kazania, owocowały.

— Daghena Oanyter, jak już zapewne przeczytałeś, stwierdziła, że to nieważne, kto będzie ojcem jej dzieci, jakby wybór odpowiedniego mężczyzny był nieistotny. Oczywiście nie ma co się temu dziwić, te trzy dziewki, które przyjechały z Imperium, są absolutnie nieodpowiednim towarzystwem dla Wybranej. Równie dobrze moglibyśmy gościć w pałacu żołnierskie siostrzyczki.

Tak nazywano dziwki ciągnące za armią. Kosse wydawał się zaskoczony bezpośredniością kapłana.

— Przybyły z Laskolnykiem i podobno są wojowniczkami — mruknął.

Kamień Popiołu odpowiedział wzruszeniem ramion i kontynuował tonem wyrażającym ostrożny sceptycyzm:

— Jedyne, co wiemy, to to, że od czasu do czasu noszą broń. Tak jak większość niewiast w Domu Kobiet. Je też nazwiesz wojowniczkami, bracie? Powiedz, co jest bardziej prawdopodobne: że trzy dziewczyny włóczące się z oddziałem jazdy walczą w pierwszej linii wraz z mężczyznami czy że umilają im czas na postojach? Zresztą, robią to zapewne i teraz, w ciągu ostatniego miesiąca pięć razy odwiedziły karawanseraj, w którym mieszka reszta czaardanu. Po co? Muszą zarobić na utrzymanie? Spłacić długi? Jakie to ma znaczenie, skoro przyzwoite dziewczęta powinny się trzymać z daleka od miejsca pełnego samotnych mężczyzn? Zresztą, widziałeś może tę trójkę w walce?

Oluwer zmarszczył brwi, a jego grubo ciosana twarz przybrała wyraz zamyślenia.

— Ale te Issarki…

— Issarskie najemniczki to inna rzecz. Sprawdziłem je i bez wątpienia od lat przeprowadzają karawany przez pustynię, a ich umiejętności walki nie podlegają dyskusji. Kilku Słowików też może o tym zaświadczyć. To, z kim sypiają po drodze, ma mniejsze znaczenie niż bezpieczeństwo, jakie zapewniają Wybranej. Poza tym nasza pani Deana sama potrafi władać szablami, słyszałeś przecież o jej pojedynku z Szafirowym Mieczem.

— Słyszałem. Była…

— Była bez wątpienia natchniona wolą i mocą Agara, bo jak obliczyły mądre położne, to właśnie w tym czasie znalazła się w błogosławionym stanie. Ale jej szermierka jest bardzo dobra. Tymczasem ta trójka? To zepsute owoce na paterze. Rozsiewają zgniliznę i nic więcej.

Zamilkli na dłuższą chwilę. Kosse Oluwer wpatrywał się w twarz Remnaka intensywnie, niemal oskarżycielsko, jakby to jego winą były słowa, które padły na tym babskim spotkaniu. Kamień Popiołu nie dał się jednak zastraszyć. Czuł, że to właściwa chwila, by popchnąć Bawoła w odpowiednim kierunku.

— Pamiętasz, jak zaprosiłem cię tu pierwszy raz? — zaczął z lekkim uśmiechem. — Gdy wyraziłem niepokój o drogę, którą podąża Wybrana, ucierpiało to nieszczęsne biurko.

Wskazał na blat, który przecinały brzydkie rysy. Gdy zaczęli pierwszą „spowiedź”, af’gemid wybuchł gniewem i jego wielki jak bochen chleba kułak wgniótł politurę, rozszczepiając drewno. Oj tak, tamta rozmowa przypominała próbę uspokojenia rozbuchanego bawoła, którego tylko cienki postronek trzyma na uwięzi. Ledwo wyszedł z niej cało.

— Zapewne gdyby Wybrana nie obdarowała mnie tytułem Kamienia Popiołu, twoja pięść wylądowałaby tego dnia na mojej głowie.

Oluwer tylko wzruszył ramionami. W Rodach Wojny wykorzeniano takie niepotrzebne żołnierzom rzeczy jak poczucie winy.

— Tylko prawda, bracie — mruknął. — Gdybyś jednak nie był Kamieniem Popiołu, nie miałbyś okazji, by poprosić o rozmowę ze mną.

— Racja.

Milczeli kolejną chwilę.

— To zgnilizna — rzucił nagle Oluwer. — Ona nie może… nie może przebywać w takim towarzystwie. To…

— … młoda kobieta — wszedł mu w słowo Kasel. — Młoda, samotna, daleko od domu, pozbawiona wsparcia swojego mężczyzny, księcia Laweneresa. I w ciąży. Nic dziwnego, że szuka towarzystwa, nawet jeśli jest to towarzystwo bardzo nieodpowiednie. Szkoda już się stała i teraz musimy chronić naszą panią przed pomówieniami.

Kosse parsknął gniewnie i obnażył zęby.

— Kto by się ośmielił?

— Ulica. Miasto. Niektórzy uwielbiają brukać to, co prawe i święte. Sprawia im to mroczną radość. A plotki o tym, że Wybrana dyskutowała o wielkości męskiego przyrodzenia jak najwulgarniejsza dziwka, pójdą w świat. Pierwszy kazałbym wepchnąć w Oko każdego, kto ośmieli się oskarżyć ją o brak czystości, ale to może tylko pogorszyć sprawę. I pamiętaj, że to nie jej wina. To my ją porzuciliśmy.

Kosse wyglądał, jakby dostał w twarz.

— My?

— Ja, przyznaję to z bólem, skupiłem się na reorganizacji świątynnych dochodów i porządkach wśród kapłanów niższego i średniego szczebla. Na zarządzaniu wszystkimi świątyniami w stolicy. Ty, jak słyszałem, na odbudowie Rodu Bawoła. Vaminar… jego obchodzą tylko konie. A reszta? Rzucili się na nią jak pijawki na dziecko wepchnięte do rzeki. To my, którzy powinniśmy jej bronić, zapewnić spokój i bezpieczeństwo, zawiedliśmy. To z naszego powodu skończyła w takim towarzystwie.

Af’gemid patrzył na kapłana tak, jakby zamierzał go uderzyć. Kamień Popiołu odpowiedział mu pokornym, pełnym bólu wzrokiem, ale uśmiechał się w myślach. Doskonale, bracie, niech rozpali się w tobie prawdziwy gniew wynikający z poczucia winy. Zawiodłeś ją, porzuciłeś, właściwie można by to nazwać zdradą. A teraz powiedz to, co powinieneś.

— Te kobiety, te z Imperium — wydusił wreszcie Kosse — powinny zniknąć z pałacu.

Kasel przymknął oczy, żeby żołnierz nie zobaczył w nich triumfu. Nareszcie!

— Zgodzę się z tobą, bracie — powiedział. — Porozmawiam z Wybraną, by odesłała je do karawanseraju.

Bawół pokręcił wielką głową.

— Ona… może się nie zgodzić. Wybrana jest… dziwnie lojalna. I bywa uparta.

— I za to ją podziwiam. Ale co proponujesz? Jak mamy się ich pozbyć?

Kosse milczał, a jego oblicze wyglądało jak jedna z tych wykutych na kształt ludzkiej twarzy stalowych przyłbic, których używała wahesyjska kawaleria. Zimne, twarde, nieludzkie.

— Mówisz, że często wychodzą z pałacu? — wymruczał wreszcie ochryple. — Ulice są niebezpieczne.

— Jeśli coś im się stanie…

— To nie będzie wina Wybranej. Ani pałacu. Ani żadnego z nas. W mieście i poza nim codziennie ktoś ginie, a karawanseraj leży za murami. Pełno w nim nudzących się najemników. A wokół można się natknąć na różne szumowiny.

Twarz Kasela Remnaka przybrała wyraz szoku i lęku. I zaraz potem – ponurej determinacji.

— Ta rozmowa musi pozostać w sekrecie, bracie. Dopóki nie zmienimy się w popiół i nie staniemy przed obliczem naszego Pana.

— Wiem.

Cisza panowała dłuższy czas, a oni wymieniali spojrzenia. Kasel po raz pierwszy zobaczył w oczach af’gemida to, co chciał – ponure, bezwzględne zdecydowanie. Gdy Bawół podejmował decyzję, nie zmieniał jej.

— Tylko prawda, bracie — powiedział kapłan łagodnym głosem. — Wezmę ten grzech na swoje barki i poniosę po kres dni. Dla jej dobra.

Kosse wstał powoli, wznosząc się nad nim niczym góra mięśni. Skinął lekko głową.

— Tylko prawda. Dla jej dobra.

Odwrócił się i zniknął za drzwiami, kłaniając się framudze.

Kamień Popiołu czekał pełne dziesięć uderzeń serca, wstrzymując oddech.

Dokonało się.

Przy najbliższym wyjściu z pałacu te trzy dziewki przepadną gdzieś w mieście. Nie zależało mu na ich śmierci, ale gdyby tego samego dnia dokonano zamachu na Wielkiego Kohira i pierwszą nałożnicę, a sama Deana d’Kllean znalazłaby się choć przez mgnienie oka w niebezpieczeństwie, prawdziwym lub wyimaginowanym, Kosse Oluwer pierwszy będzie się domagał umieszczenia jej pod ścisłą strażą, w całkowitym odosobnieniu.

Gdzie spędzi kilka najbliższych miesięcy, aż do rozwiązania.

A wtedy – czego, rzecz jasna, nigdy nie powiedziałby na głos, nawet gdyby był sam – będzie można przywrócić porządek. Dom Kobiet znów stanie się cichą przystanią dla książęcych nałożnic i pałacowych służek, a nie źródłem fermentu i deprawacji. Niewiasty w mieście nie będą brały złego przykładu.

Później zaś… Tradycje Białego Konoweryn były święte. Matki książąt odchodziły, odsyłane do rodzin. Wybrana nie miała na Południu rodziny, więc co?

Najlepiej byłoby, gdyby znikła, tak jak te trzy dziewczyny z Imperium.

Uśmiechnął się, świadomy, że gdyby Kosse Oluwer zobaczył ten grymas, natychmiast zmieniłby zdanie co do zamachu. A gdyby poznał jego myśli, zabiłby go na miejscu.

Gdy pierwszy raz przyszło mu to do głowy, aż skulił się w niemym przerażeniu, podświadomie oczekując, że jego ciało nagle stanie w ogniu, ukarane za bluźnierstwo. Poszedł wtedy do Świątyni i padł na kolana na skraju Oka, modląc się i błagając o wskazówki. Deana d’Kllean została pobłogosławiona przez Pana Ognia, nie miał co do tego wątpliwości, a on rozważał… co? Zamordowanie jej?

Ale szkodziła przecież księstwu i Świątyni. Przez samą swoją obecność mogła zatrząść światem, a gdyby podjęła bardziej stanowcze działania, takie jak wyzwolenie niewolników, wywrócić go do góry nogami.

Klęczał całą noc, czując tylko bijące od Oka głębokie, spokojne pulsowanie niezmierzonej Mocy. Odpowiedź nie nadchodziła. Nawet dla swoich najwierniejszych sług Agar od Ognia był bardzo małomównym bogiem.

A potem przypomniał sobie, jak issarska dziewczyna weszła w Oko, i doznał olśnienia. Deana d’Kllean została pobłogosławiona przez Pana Ognia tak, jak pobłogosławieni zostali potomkowie awenderi, których od tysiąca lat osadzano na książęcych tronach. Była symbolem, światłem odzianym w ciało, jak określano książęcy ród. A książęta…

Umierali.

Jak Sameres Trzeci, brat aktualnego księcia. I wielu przed nim. W ciągu ostatniego tysiąca lat książęta byli dźgani, truci, topieni i wieszani. Albo znikali bez śladu. Gdy dochodziło do przewrotu, z łon kobiet zapłodnionych przez potomków awenderi wypruwano dzieci, mimo że płynęła w nich święta krew.

Oko zaś… milczało.

Wybrana otrzymała łaskę Agara, ale nie była niczym więcej jak narzędziem boskiej woli. Jej rola polegała na odparciu Krwawnicy i urodzeniu zdrowego chłopca. Kasel Remnak nie miał wątpliwości, że to będzie chłopiec i dzięki temu doprowadzi do rozkwitu Białego Konoweryn. Deana miotała się jednak, przytłoczona odpowiedzialnością i swoim stanem, należało więc poprowadzić ją właściwą drogą.

A potem powinna zniknąć.

Pod koniec całonocnych modlitw Kamień Popiołu ujrzał w myślach statuę młodej kobiety o zasłoniętym obliczu, trzymającej na jednej ręce dziecko, z drugą wyciągniętą przed siebie łagodnym gestem. Takie rzeźby powinny stanąć w każdej świątyni w kraju, na pamiątkę Wybranej. To, że cały czas miała zakrytą twarz, było cudownym zbiegiem okoliczności. W ten sposób stanie się ona znakiem, symbolem, z którym każda kobieta powinna się utożsamiać – tej, która daje życie i przynosi błogosławieństwo dla domu.

Deana d’Kllean stanie się – znalazł słowo, którym matriarchiści określali ludzi wyjątkowo ponoć błogosławionych przez Wielką Matkę – świętą.

Absolutnie doskonałą świętą dla odrodzonej potęgi Świątyni Ognia.

Загрузка...